Muzyka w Muzeum - "Czeski atak"
Ahmed ma Hlad (Czechy) i Kapela ze Wsi Warszawa
26.10.2001, Państwowe Muzeum Etnograficzne, Warszawa

relacja Vlepkarza Ziutka z listy "Muzykant":

Witam wszystkich!

Dnia 26.10.2001 w Muzeum Etnograficznym odbyła się kolejna edycja MwM.
Na początek dość długo leciał z taśmy Corvus Corax a potem na scenie zainstalowała się Kapela Ze Wsi Warszawa i ruszyli dynamicznym rootsem "Cóżeś ty Kasiu". I tu zaskoczenie - na ścianie obok sceny, ekipa Elektrycznej Qciapki zapodała, trwającą przez cały koncert, multimedialną prezentację złożoną z przetworzonego komputerowo obrazu koncertu plus migawki z wesela ludowego, wirujących form graficznych etc, etc (przypomniał mi się stołeczny koncert Laibacha, gdzie miała miejsce podobna w stylu prezentacja). Tymczasem kapela jechał dalej instrumentalnym "Tańcem Chasydzkim", początkowo delikatnie transowym z czasem - bardzo dynamicznym...

Szydłowskie "Czerwone Jabłuszko" z użyciem skrzypiczek z elementami akustycznego dubu, które przeszło w folkmetalowy atak, ukazało nowe oblicze zespołu, o którym za chwilkę... "U mojej matecki" utrzymane było w klimacie mocno zakręconego oberka z transowo i dynamicznie plumkającym klimacikiem, po brawach przeszli w "Krzakpolkę" a tymczasem do głosu (właściwie dźwięku) doszedł, gościnnie grający z kapelą, jazzowy basista Wojciech Pulcyn, który wykonał płynące, plumkające solo, a wspomogły go w tym... szalejące pod sceną dzieciaczki, które wydawały z siebie różne sympatyczne odgłosy :) i całość przeszła w kapitalnie wykonane "Pada deszczyk, pada" i "Żurawie" zagrane z iście metalową stylistyką (i wspaniałą solówką Sylwii). Na bis KZWW zapodali nieco folkowego trip hopu okraszonego śpiewającymi skrzypeczkami.

Kapela wypadła bardzo dobrze a nowe brzmienie zespołu pozwala umieścić KZWW w tej samej lidze, w której grają takie sławy jak Hedningarna czy Corvus Corax.
Brawa także dla ekipy Elektrycznej za multimedia.

W przerwie rzeczeni Elektryczni zapodali trochę remixów KZWW a la Laibach / Faithless a potem na scenie zawitała czeska formacja, ex punkowcy z Pragi Ahmed Ma Hlad (czyli Ahmed jest głodny). Klimat zmienił się diametralnie i zapanowały bałkańskie rytmy folkrockowe - na początek klimacik macedoński w klimacie o'pa! a potem rzecz o młodej pannie, której ojciec nie pozwalał na schadzki, utrzymany w okołoska'owych brzmieniach.

Z czasem AMH stali się muzycznie podobni do wczesnych dokonań Gorana B. a zwłaszcza w momencie, gdy do akcji wkroczył dynamiczny klarnecista. Potem dołączył jeszcze akordeon i całość przypominać zaczęła coś pomiędzy Horpyną a Przylądkiem - w sumie dość prosto grany folkrock przy którym znaczna część publiczności świetnie się bawiła i po raz kolejny folk jednoczył subkultury :)

Nie zabrakło też klimatów balladowych (okraszonych odpowiednio nastojowym klarnetem) oraz, już pod koniec coraz bardziej rozkręcanymi, bardzo skocznymi rytmami ska i już niekoniecznie bałkańskimi z pochodzenia, zespół powoli, ale systematycznie przenosił się muzycznie w kierunku Ukrainy... Było też w sumie nienajlepiej niestety wykonane "Ederlezi" oraz romskie "Le Le Le" z nieco inaczej śpiewanym przez Laurę refrenie (motywy cygańskie to kolejne inspiracje tej kapeli).

Ahmedzi bisowali trzykrotnie, między innymi nieśmiertelnym "Tisz mene pidmanuła". Cóż jeszcze można powiedzieć o tej AMH - mają w sumie dość prostą muzykę mieszczącą się w ramach folk punk rocka, takich kapel jest w sumie wiele ale mocnym atutem zespołu jest wokalistka Laura obdarzona niskim, bardzo ciekawym głosem i bardzo dobrze mówiąca po polsku - przed każdym kawałkiem tłumaczyła zapowiedzi swoich kumpli z kapeli.

Pozdrawiam wszystkich
Ziutek

/więcej relacji Ziutka na stronie www.ziutek.independent.pl/

Relacja Jana Górskiego z występu wrocławskiego do przeczytania bezpośrednio w archiwach listy Muzykant.

zob. także wywiad Vlepkarza Ziutka z Laurą Kopecką z Ahmed Ma Hlad na stronach independent.pl

powrót na stronę edycji "Czeski atak"
powrót na główną stronę Muzyki w Muzeum